poniedziałek, 7 lipca 2014

O tym jak wygnałem bociany spod maski.

Gówniany czas mam ostatnio, muszę sobie zająć głowę czymś twórczym, żeby nie myśleć o innych rzeczach. Harmoszenie straciło sens i przestało sprawiać frajdę, internet przeczytałem już cały... Dlatego kolejny post.
Btw. zajebiście dziś ciepła noc, idealna na spacer, ewentualnie jakiś nocny trip.

Gdzieś tam kiedyś wspominałem, że poświęcę wariatorowi osobny post. Więc poświęcam :)

Wariator zmiennych faz rozrządu, jak sama nazwa wskazuje, odpowiada za zmianę kąta otwarcia zaworów. W skrócie: realizacja tego odbywa się poprzez zmianę położenia kółka zębatego względem wałka rozrządu. Ruch ten jest realizowany poprzez przemieszczenie się kółek zębatych wewnątrz wariatora względem jego obudowy. Ruch ten jest wyzwalany poprzez ciśnienie oleju doprowadzane osobnym kanałem i tym samym olej pokonuje siłę sprężyny, która ustala stan spoczynkowy mechanizmu. To tyle teorii. W praktyce ma to wcześniej otwierać zawory ssące na niskich i średnich obrotach, aby poprawić napełnianie komory spalania i zwiększyć moment obrotowy. Wiele marek stosuje takie rozwiązania, np. w BMW jest to tzw. Vanos. Uszkodzony Vanos daje takie same efekty dźwiękowe jak wariator w Alfie, czyli metaliczny stuk, który można pomylić np. z popychaczami hydraulicznymi. Na żywo po zamknięciu maski dźwięk jest identyczny z pracą silnika diesla, czyli jak ja to mówię, dźwięk bociana. Kle, kle, kle, kle ;) Można się domyślić jak irytujący jest to stukot, zwłaszcza jeśli ma się silnik benzynowy. Mam kolegę, który również miał uszkodzony wariator w Alfie i mówił kiedyś, że największą siarą było, gdy podjeżdżał na stację benzynową i obsługa chciała mu nalewać olej napędowy... ;)
Naturalnie mnie to wkurzało pięć razy bardziej z racji mojego chorego perfekcjonizmu mechanicznego. Poświęciłem zatem inny samotny wieczór na randkę z wariatorem (peeedał!). Wcześniej zakupiłem zestaw naprawczy wariatora sygnowany logiem Fiat. Sprężyna i podkładka teflonowa za prawie 30 zł...
Po rozkręceniu połowy silnika i wyciągnięciu wałka rozrządu odkręciłem wariator i przystąpiłem do pracy naukowo-badawczej. Nie żartuję, spędziłem ponad 2 godziny na główkowaniu, mierzeniu sprężyn, podkładek, zębatek, składaniu i rozkładaniu wariatora, testowaniu jego pracy iiiiii nic nie wygłówkowałem...... :(
Wspominałem, że wariatory posiadałem dwa, do tego teraz miałem jeszcze zestaw naprawczy. Wszystko oglądałem, składałem w różnych kombinacjach i tak na prawdę nie doszedłem co może stukać. Nie ma ewidentnych miejsc zużycia ani nic takiego. A stukało... Może jakbym miał jeszcze do tego fabrycznie nowy wariator do porównania, to bym coś wymóżdżył, ale doszedłem jedynie do tego, że lepsza jest miękka sprężyna, żeby ruch wariatora odbywał się lekko i płynnie. Do tego dobrze jest jak pierścień uszczelniający nie jest wytarty, żeby dobrze uszczelniał obudowę. Efektem moich prac było złożenie jednego wariatora z dwóch, a do tego włożenie do niego zestawu naprawczego. No i po założeniu jest cisza :) Tzn. jest sto razy lepiej niż było, ale wg mnie nie jest idealnie. Ja wariator wciąż słyszę po rozgrzaniu silnika, ale dźwięk jest o wiele bardziej cichy. Może jestem przewrażliwiony. Tak czy inaczej za niecałe 30 tyś km będę wymieniał kompletny rozrząd i wtedy założę nowy wariator i myślę, że będę mógł zapomnieć o tym wkurzającym mechanizmie.
A to krótka fotorelacja z walki KruczeK vs wariator.











Kilka dni wcześniej jeszcze wymieniłem olej w silniku, ponieważ był już czas, po którym docieranie powinno się zakończyć i należała się silnikowi wymiana oliwy. Zalałem syntetyczny olej Mobil 1 5W-50, aby lepiej chronić silnik. No i ciśnienie oleju też się nieco poprawiło, ponieważ ten olej ma wyższy indeks lepkości. Teraz nie boję się deptać gazu do podłogi :)
Tym samym na chwilę obecną Alfę uznaję mechanicznie za dzieło skończone. Silnik jest sprawny, nic niepokojącego się nie dzieje, wszystkie układy działają, zawieszenie i hamulce również są sprawdzone i są sprawne, elektryka cała ponaprawiana. No chyba się pozbyłem wszystkich usterek i mogę uznać samochód za dopieszczony pod względem mechanicznym :) Nie ma już przy nim co kręcić, zostało go teraz wyprać w środku i trochę dopieścić z zewnątrz i można śmigać już na bogato :P

W nowym tygodniu rozpocznie się operacja LPG, bo jeżdżenie na benzynie zaczyna mnie za dużo kosztować, na pewno będę relacjonował przebieg wydarzeń.

niedziela, 6 lipca 2014

Zawieszenie i reflektory przednie.

W trakcie użytkowania Alfy wyszło jeszcze kilka denerwujących rzeczy. Mianowicie przednie zawieszenie dziwnie pracowało, było takie jakby nerwowe. Samochód się dobrze trzymał drogi, ale wkurzało mnie to i postanowiłem się temu przyjrzeć Niesprawność któregokolwiek z elementów zawieszenia wykluczyłem, ponieważ wszystko było nowe. Mimo to podjechałem na SKP i sprawdziłem zawieszenie na szarpakach oraz przeprowadziłem test amortyzatorów. Wszystko było cacy, więc pomyślałem, że te cymbały z ASO źle złożyły zawieszenie. Jak się okazało to był słuszny trop. Wahacze zostały skręcone na uwolnionych kołach, co jest chyba jednym z największych błędów, jakie można popełnić przy montażu zawieszenia. Poprawne skręcenie wszystkiego nieco poprawiło sytuację. Drążyłem więc dalej i postanowiłem sprawdzić zbieżność kół i po raz kolejny dobrze trafiłem. Zbieżność była nieprawidłowa. Po ustawieniu wszystkiego czuć różnicę, ale nadal to nie jest to czego bym oczekiwał. Może po prostu tak ma być. Musiałbym się przejechać inną 147, żeby porównać. Jednak gdy ustawiałem zbieżność, to musiałem założyć na przód stalowe koła, bo przy alufelgach nie ma rantów do montażu przyrządów. Stalówki są 15" a alu 16". I eureka! Gdy się przejechałem po dziurach na stalówach to zawieszenie pracowało perfekcyjnie, żadnej nerwowości i super tłumienie. Więc wytłumaczyłem sobie to tak, że po prostu te szesnastki są za duże i za ciężkie na polskie, dziurawe drogi, bo trzeba przyznać, że jak droga jest ładna, to na alu jest wszystko gites. Cóż, trzeba z tym żyć i się nie przejmować :) Jedyną pamiątką po tych zabiegach jest ta fotka:
Kolejną wkurzającą rzeczą była szarpanie przy zmianie obciążenia, czyli przy dodawaniu i puszczaniu gazu. Silnik się bujał okropnie i przenosiło się to na kabinę i lewarek zmiany biegów. Skontrolowałem poduszki zawieszenia silnika i okazało się, że tylna poduszka jest bardzo miękka. Nie była wyrobiona czy zniszczona, ale po prostu przez te wszystkie lata jazdy po mieście się uklepała. Wymieniłem ją na nowy zamiennik nienajgorszej firmy. Nie zrujnowało mnie to zbytnio, a różnica jest ogromna. Przyjemność z jazdy też znacznie wzrosła :)

Na youtube obserwuję kanał EricTheCarGuy i po tym filmiku Erica: Filmik postanowiłem przeprowadzić taki zabieg u siebie. Raczej z czystej ciekawości niż chęci poprawienia czegokolwiek. Z tego co czytałem to ogólnie klima w Alfie to raczej "schładzacz" i to czuć, ale nawet gdy termometr w aucie pokazuje 36-38 stopni, to w aucie po maksymalnie 5-7 km jest już fajnie :) Niestety nie posiadam takich zegarów do klimy, więc nie byłem w stanie sprawdzić ciśnienia w układzie, ale miałem termometr i zrobiłem pomiar w kratce nawiewu przed i po. Samo mycie przeprowadziłem na szybko i bez zbędnych ceregieli. Nie ściągałem zderzaka itd. Po prostu wziąłem płyn do mycia felg w atomizerze, spryskałem chłodnicę dość obficie przez kratki zderzaka i przez przerwę, która się robi gdy się otworzy pokrywę silnika i tyle. Poczekałem kilka minut, spłukałem wężem i wsio. Wizualnie różnica w wyglądzie chłodnicy była niewielka, ale była. W temperaturze powietrza wydostającego się z nawiewów różnica też była minimalna, wręcz pomijalna. Krótko mówiąc raczej nie pomogło, ale pewnie też nie zaszkodziło :) A to zdjęcia przed i po:

Następnym denerwującym mnie elementem były przednie reflektory. Po prostu parowały. Samochód z takimi zaparowanymi lampami wygląda jak stary rupieć... Poświęciłem się więc pewnego wieczoru, ściągnąłem nadkola, zderzak i wyciągnąłem lampy i je rozkleiłem. Na ciepło, spawarką do plastików grzałem dookoła i się udało bez żadnych uszkodzeń ściągnąć klosze. Lampy w środku wymyłem, wydmuchałem, wyskrobałem tą starą masę uszczelniającą. Dowiedziałem się także dlaczego światła mijania są takie kiepskie. Odbłyśniki są nieco wypalone. Starość to się nazywa. No i oczywiście jeżdżenie na światłach mijania na okrągło. "Dziękujemy wam, półgłówki z Wiejskiej" - Kierowcy. Ja temat obszedłem, ponieważ zrobiłem sobie światła dzienne w światłach przeciwmgłowych i włączam je włącznikiem, który zapakowałem w obudowę kolumny kierownicy pod manetką od świateł. Więc już nie niszczę sobie tak lamp. W przyszłości muszę do nich domontować automat, ale na razie nie znalazłem niczego na naszym rynku co by mnie satysfakcjonowało w swoim działaniu., a na dwóch przekaźnikach nie chce mi się bawić :P
Wracając do reflektorów, po myciu, suszeniu itd. skleiłem je na dobry silikon bezbarwny, zostawiłem je na noc, żeby sobie wyschły i zamontowałem. Niestety chyba nic nie wyszło z tej mojej roboty, bo kiedy następnego dnia myłem samochód to lampy znowu zaparowały o.0 Nie wiem dlaczego, choć z drugiej strony ostatnio padało i lampy były suche. Może coś jeszcze wtedy nie doschło albo coś. Nie mam pojęcia. W każdym bądź razie chciałem dobrze, wyszło jak zwykle. Kiedyś się zmieni lampy. No i fotki z reflektorowego boju:






czwartek, 3 lipca 2014

Wskaźnik ciśnienia oleju cd.

Wypadałoby znowu coś napisać. Więc piszę. Gdzieś tam wcześniej pisałem o montażu wskaźnika ciśnienia oleju, żeby móc na bieżąco monitorować ten parametr pracy silnika ;) Miejmy nadzieję, że nic się nie przydarzy, ale lepiej zapobiegać niż leczyć. Czujnik na silniku był zamontowany, kabelek od niego również pociągnięty, więc trzeba było zmontować resztę instalacji oraz sam zegar.
Jak już wspominałem był to najtańszy zegar jaki znalazłem na ebay'u. Dlatego nieco oszukuje, ale da się z tym żyć. Wiem jakie ciśnienie panuje normalnie, więc łatwo wychwycę jakąś nieprawidłowość.
Zegar nie posiadał obudowy, powinno się to montować w specjalnie do tego zrobionych "kubkach" ;), ale ten wskaźnik jest tymczasowy i w sumie nie bardzo miałem wizję gdzie go zamontować. Gdy już zdecydowałem gdzie będzie przystąpiłem do wykonania uchwytu i obudowy. Obudowę wykonałem z zatyczki od puszki pianki do mycia plastików PLAK :D Uchwyt powstał z arkusza spienionego PCV, który kiedyś otrzymałem od Pani Pilot. Jest to mega wdzięczny materiał do tworzenia :) Po nagrzaniu fajnie się go formuje i łatwo obrabia. Podświetlenie zegara było zapewniony przez badziewną żaróweczkę. Wypieprzyłem ją i wstawiłem power LEDa w kolorze czerwonym, aby pasował to reszty oświetlenia w kabinie.
Cały proces tworzenia przebiegał tak:






Uchwyt po prostu wsunąłem między deskę rozdzielczą, a osłonę słupka. Jakiś czas się samo nieźle trzymało, ale z czasem osłona się poddała i musiałem podłożyć gumkę, aby się dobrze trzymało.
Nie jest to estetyczny ideał, ale może kiedyś to zmienię. Na razie swoją funkcję spełnia :)
Najlepiej widać jak zmienia się ciśnienie oleju, jak się ostro depta gaz i ciśnienie lekko spadnie, bo olej się mocno zagrzeje i rozrzedzi, a gdy się już odpuści to po paru minutach spokoju ciśnienie się lekko podnosi ;)
Tak prezentuje się zamontowany wskaźnik:



wtorek, 1 lipca 2014

Konserwacja podwozia i progów

Strasznie straciłem zapał do pisania tutaj, ale może jak znowu zacznę więcej pisać to on wróci? Trochę w to wątpię. W wiele rzeczy już zwątpiłem. Nic to, chociaż jeden projekt wykonam od początku do końca. Wystarczy bredzenia. Obiecałem post w nowym tygodniu, więc oto on. Dzisiaj będzie dużo zdjęć, bo dużo jest do pokazania.
Gdy już miałem poskładany samochód, ponaprawiane co nieco, to wziąłem się za jego zabezpieczenie przeciwkorozyjne. Ogólnie auta z grupy Fiata mają dobre blachy, całe nadwozia są ocynkowane. Jednak słabym punktem jest podłoga. Jest z cienkiej blachy i po prostu nie wytrzymuje próby czasu. Tym bardziej w autach, które były mało używane, tak jak moja Alfa. Naturalnie więc mój egzemplarz sobie wesoło chrupała rdza od spodu, a do tego przednie błotniki i progi miały masę odprysków od kamieni spod kół.
Wyglądało to wszystko tak:











Nic pięknego...
Prace zacząłem od usunięcia luźnych fragmentów starej konserwacji, wydmuchaniu piasku z zakamarków itd. Następnie niezastąpiona szczotka druciana w dłoń i jazda. Wyszorowałem co się dało, potem przemyłem wszystko przy pomocy tzw. ropownicy wypełnionej niezawodną benzyną i przystąpiłem do konserwowania.
Zakupiłem takie środki:
I leciałem z tym koksem ;) Zakonserwowałem całą podłogę od spodu, całe tylne nadkola i część przednich, a ostatnio musiałem ściągnąć przednie nadkola plastikowe i dojechałem przednie wnęki konserwacją do końca, tak jak z tyłu.
Na progi poszedł tzw. baranek, żeby miało to jakiś wygląd. No i przypieczętowaniem prac było dorobienie lakieru i pomalowanie progów. Nie jest to super pro robota, ale na razie nie miałem chęci na więcej, co najmniej na dwa lata starczy to co zrobiłem. Będę się martwił stanem blacharki kiedy indziej, to nie jest mój priorytet, miało tylko nie rdzewieć bardziej i jakoś wyglądać :)
Resztę odprysków lakieru w wielu miejscach usunąłem lakierem i pędzelkiem. Usunąłem w ten sposób mnóstwo niedoskonałości i samochód po tych zabiegach prezentował się znacznie lepiej.












Na koniec zostało mi przykręcić osłony plastikowe oraz osłonę pod silnik. Osłona pod silnik jest dosyć zmęczona życiem, będzie trzeba kiedyś pomyśleć o tym, aby ją wymienić, ale na razie ją ponaprawiałem i musi wystarczyć :)


Na dziś tyle..